Gastronomia

"GRÓD WIKTORII" Łeba

2010-05-06 17:35:00

Gród Wiktorii to wspaniała, nietypowa restauracja, która mieści się w Łebie nieopodal morz ok. 50 metrów w urokliwym, leśnym klimacie niedaleko portu jachtowego. To niesamowita restauracja oraz koktajlbar otwarta 24 godzin na dobę, można tu skosztować prawdziwej, tradycyjnej kuchni polskiej i kuchni rybnej, ale także nietypowe dania tj. :

  • prosiak z grilla,
  • dzik z grilla.

 

Na wieczór proponujemy rewelacyjny koktajlbar gdzie spędzą Państwo wspaniałe chwile z przyjaciółmi, rodziną albo mogą Państwo nawiązać nowe znajomości delektując się specjałami mistrza sztuki barmańskiej, w ofercie znajduje się ogromny wybór przeróżnych alkoholi (ok. 300 gatunków).

Jest możliwość organizowania przeróżnych imprez okolicznościowych, bankietów, biesiady w atrakcyjnych warunkach w plenerze lub w środku restauracji, personel zadba o ciekawe atrakcje tj. pieczenie dzika, prosiaka, do dyspozycji jest również sala taneczna.

 

Gród Wiktorii to nie tylko restauracja i koktajlbar, ale również komfortowa baza noclegowa (ok. 60 miejsc), w ofercie są pokoje dwu-, czteroosobowe, apartamenty oraz domki pięknie wyposażone (TV, lodówki), jest też strzeżony parking, plac zabaw dla dzieci, dżakuzi, masażystę.

Kolejnymi atrakcjami, które czekają na pensjonariuszy Grodu Wiktorii są :

  • wyprawy na połów dorsza (100 zł od osoby),
  • nurkowanie na wraki,
  • wycieczki do Słowińskiego Parku Narodowego, zwiedzanie Wydm Ruchomych,
  • zwiedzanie wyrzutni rakiet z czasów II Wojny Światowej,
  • wycieczki do Latarni Morskiej.

 Szer restauracji pochodzi z Niemiec, mieszkał w Berlinie oraz pracował na statku pasażerskim MS Europa.   

Powrót do działu gastronomia

Skomentuj

Komentarze:

Spędziłam tam z dzieckiem dwa tygodnie i szczerze odradzam wybór tego ośrodka. Wszelkie ustalenia radzę prowadzić tylko i wyłącznie na piśmie, bo nie dość, że właściciele (o ile Pani Aneta jest właścicielką) kłamią to jeszcze potrafią „wciskać w usta” kłamstwo innym za ich plecami. Zgodnie z warunkami umowy miałam otrzymać pokój wyposażony (parawan, koc, sztućce, talerzyki, kubeczki, czajnik), wyżywienie w postaci śniadania (szwedzki stół) oraz obiadokolacji w tej samej formie. Po jakimś (jeszcze przed wyjazdem) czasie poinformowano mnie, że obiadokolacja to będą cztery zestawy do wyboru. Po przyjeździe okazało się, że wybór mam tylko z dwóch dań, ale jeżeli coś mi z nich nie odpowiada to zawsze mogę poprosić o zamianę dania na coś innego. W praktyce sprowadziło się to do wyboru pomiędzy ziemniakami lub kasza do serwowanego gulaszu, albo moja prośba o zamianę dziecku flądry na spaghetti sprowadziła się do wczorajszego, suchego makaronu pomazianego czymś w rodzaju sosu, co było kompletnie niezjadliwe. Innym razem był makaron z serem, super, dziecko akurat miało gorączkę to, to na pewno zje. Nic bardziej mylnego, bo jak można zjeść zupełnie zimny makaron polany zimnym serkiem grani ? A w dniu kiedy dano do wyboru ryż z kurczakiem curry albo z potrawką z dorsza, na moją prośbę o zamianę porcji dziecka na coś innego dowiedziałam się, że nie ma takiej możliwości. Zresztą każda prośba o zamianę dania to był straszny problem, a goście z wykupionym wyżywieniem byli traktowani jakby przychodzili na żebry i w ogóle nie płacili za posiłki. Musieliśmy czekać aż goście zamawiający „z karty” zostaną obsłużeni i dla nas „pakietowców” znajdzie się chwila. Co do wyposażenia pokoi to wchodząc zastałam łóżka, stolik, krzesło, szafę, telewizor zaś następne cztery dni spędziłam na ciągłym chodzeniu do Pani Anety i proszeniu o podstawowe rzeczy typu czajnik, miednica, czy dodatkowe krzesło (łóżka były bardzo wysokie i musiałam czymś zastawiać dziecko żeby nie spadło w czasie snu na podłogę), itp. Kubeczki, sztućce i talerzyki zabrałam po prostu z miejsca gdzie nas żywiono i poinformowałam że oddam przy wyjeździe. Pokoje są zagrzybione, drzwi do pokoi i łazienek się zacinają i dziecko samo nie jest w stanie ich otworzyć. Pokój w którym zamieszkałam nie miał umytej podłogi, za to miał „rozkoszną”, wielką plamę z czegoś lepkiego. Nawet ją sfotografowałam. W pokojach nie ma zmiotek ani szufelek. Miotłę i szufelkę „podprowadziłam” Paniom z magazynku i poinformowałam, że jest mi niezbędna do egzystencji. Niestety nie znalazłam nigdzie szufelki więc przez cały pobyt piasek zmiatałam w jeden kąt pokoju (co zresztą też na koniec uwieczniłam na fotografii – spora górka piasku). Kolejnym mankamentem jest dyskoteka znajdująca się na terenie ośrodka. W pokojach w budynku jest z niej taki pogłos, że sąsiedzi zza ściany spali ze stoperami w uszach a i tak niedosypiali. My na szczęście mamy mocny sen. W połowie pobytu zmieniałam pokój, nowy z wejściem od tarasu miał być lepszy. I wszystko byłoby super, pokój jasny, przestronny. Z oknem i oszklonym wejściem. Jednakże w prysznicu nie było ciepłej wody. Zgłosiłam to zaraz pierwszego dnia, tak jak i fakt zepsutej rolety w oknie. Przez cały tydzień mojego pobytu w tym pokoju nikt z personelu się moimi uwagami nie zainteresował. Powtórzyłam je w dniu wyjazdu, to po powrocie usłyszałam, że zgłosiłam to dopiero przed wyjazdem, a wcześniej nic nie wspominałam. Pani miała pecha, bo mówiła to do pośrednika organizującego mój wyjazd nie wiedząc, że ja słucham tej rozmowy. W dniu wyjazdu została poinformowana, że mam opuścić pokój do godziny 12, bo muszą go przygotować dla nowych gości którzy maja już przyjechać z samego rana. Wyjazd organizowany zresztą z udziałem ośrodka miałam o godzinie 17,30. Gdzie się podzieję z bagażami od 12 do 17 nikogo specjalnie nie interesowało. Na szczęście sąsiedzi z domku z którymi się zaprzyjaźniłam udostępnili mi swoje lokum i kłopot się rozwiązał. Za to w tej samej rozmowie telefonicznej (tej na temat prysznica) usłyszałam, że bezczelnie zwaliłam się na głowę obcym ludziom, robiąc im kłopot, którzy byli oburzeni i mieli pretensje do Pani Anety o podobne zachowanie. A moi mili znajomi byli tak „oburzeni”, że ugotowali obiad żebym przypadkiem głodna z dzieckiem nie wracała całą noc do domu. I tak się „denerwowali” moim zachowaniem, że sami zostali na plaży, a mnie dali klucz od domku, jedynie z prośbą żebym im wyprowadziła psa na siusiu. Dlatego mili wczasowicze jeżeli chcecie odpocząć, to w Łebie jak najbardziej. Miejsce bardzo urokliwe. Imprez wiele i każdy znajdzie coś dla siebie. Ale GRÓD WIKTORII i ŁEBSKĄ CHATĘ - OMIJAJCIE Z DALEKA SZEROKIM ŁUKIEM. Szkoda na nich zdrowia, kasy i zmarnowanego urlopu. data: 2010-08-06 22:46:00
ek
do góry